| Mógłby ktoś powiedzieć: |
|
| | Mógłby ktoś powiedzieć: ?Ach, to francuski temperament; my tu nie mamy szczegól-lii'i;o zamiłowania do rewolucji, a zresztą - gdzie by ulokować w Krakowie uli zależnych? Chyba pod bramą Floriańską, ale tam już wystawia inna płaszczyzn i brył, i plam, i linii. Czy umyślne także zróżnicowanie materii: w lewyin dolnym rogu rudo zabajcowane płótno, w środku przezroczyste, szklane niemal partie łokci? Budowa mądra, zmusza do spekulacji. Po jakimś czasie, pomiędzy rozszerzającymi się ku górze formami, pomiędzy określonymi także kolorem, równoważącymi się punktami ciężkości, wśród wszystkich tych uchwytnych elementów formalnych - kto wie, czy uważny widz nie odczuje czegoś w rodzaju ?ważkości człowieka" ? Ale idąc tym torem, wkroczymy niepostrzeżenie w ślady niezapomnianego profesora Struvego, który pisał owe słynne dysertacje o ?symbolice linii" zmierzających ku sercu Wielkiego Mistrza w Matejkowskiej Bitwie pod Grunwaldem. Nie ruszałbym takich niebezpiecznych potęg jak słowo: realizm. Może po prostu sinusoida, wykreślająca rozwój tej generacji, pójdzie także od poszukiwań zestrojów formalnych do jakiejś cichszej pełni ? Trudno kusić się o przepowiednie. Twórczość odpowie w przyszłości na pytanie, jaki będzie plastyczny język epoki, która chce być mniej rozbita wewnętrznie od czasów, kiedy arcydzieła oceniali tylko wtajemniczeni - i pokolenia następne. Od czasów, które nas zrodziły. | | |