1 \'Mulicy odchylili
| |
1 'Mulicy odchylili deskę i wcisnęli się w wąską przestrzeń między podłogą liV>liii a Hiifitem pokoju pierwszego piętra. Leżało w tym schowku kilka uli u li I, kilka skór, jakieś woreczki z zapasami. Słyszeli wszystko. 1'npi/ez okropną wrzawę doszedł ich bliski zgrzyt zasuwki, potem głos ich matki: ?Nie wychodźcie, nie ruszajcie się - powiedziała spokojnie. - Mordują wszystkich." Nie wiem, czy Niemcy w aucie przed domem usłyszeli coś, czy zobaczyli światło: nagle dach zamiotły serie karabinu maszynowego, strych wypełnił się gwizdem i brzęczeniem rykoszetujących pocisków. Chłopców owionęła gorąca smuga. Andrzej miał powierzchownie przestrzeloną nogę, Inio był draśnięty w kark i w rękę. Jedna kula - tuż przed jego twarzą - odskoczyła od stalowego okucia łęku siodła. Potem była chwila ciszy. I znowu strzały w domu. Jedna z ostatnich poległa dwunastoletnia Haneczka Horodyńska. Kilku Niemców usadowiło się w pokoju pod chłopcami. Grube śmiechy, skrzyp krzeseł, brzęczenie szklanek. Bracia leżeli w odrętwieniu, tamując oddech. Potem ktoś krzyknął kiepską polszczyzną: ?Złaźcie, złaźcie! Wiemy, że tam siedzicie!" Wiedzieli. Musieli liczyć zwłoki. Kogoś im brakowało. Słychać było krótką naradę. Kilku żołnierzy - ostrożnie - wlazło na strych. Znaleźli ciało pani Horodyńskiej. Potem chodzili ciężko nad głowami chłopców. Wreszcie poszli. Rozmowy, nawoływania, biegania po domu cichły. W pokoju pod spodem odzywały się z rzadka senne głosy. Niemcy jednak czuwali.
| |