| Celem jego bezpośrednim |
|
| | Celem jego bezpośrednim - finis />roximus, finis operis - jest obraz. Ale malowanie obrazu polega także na porządkowaniu kolorów, nie sposób się bez tego obyć, trochę jak z pieniędzmi: nie powinny być celem życia, ale trudno bez nich żyć. Porównanie słabe. Kolor to naturalnie dużo więcej dla obrazu niż pieniądze dla życia: to budulec, i na to nie ma rady. Pamiętamy też, co mówił Słowacki, że u źródła wielu dzieł leży nie idea, lecz pomysł - usposobienie duszy - barwa.... Jeśli Goya jest większym, bardziej powszechnie dziś żywym malarzem od Matejki, to nie dlatego, że był gorętszym czy bardziej rewolucyjnym patriotą, i nawet nie dlatego, że zapasy Hiszpanii z Napoleonem to jednak coś więcej niż zapasy Galicji z Franzem Josephem, tylko w końcu dlatego, że lepiej malował: lepiej z malarskiej materii, do której należy i kolor, obraz konstruował. Metafora, przez którą Goya wyraża swoje widzenie i przeżywanie, jest o ileż bardziej niż u Matejki jednolita, bardziej autonomiczna względem potocznego wyglądu rzeczywistości, pełniej - powiedzmy tak - analogiczna. Surowo rządzi się prawami swego własnego, malarskiego świata i dzięki temu jest bardziej dla wyobraźni nośna, bardziej lotna, w końcu o ileż więcej o rzeczywistości mówiąca. Nie zapuszczajmy się dalej w tę dygresję. Jak dotychczas próbowaliśmy pokazać jedno: że w Krakowie lat dziewięćdziesiątych świadomość artystyczna, która rodziła się wówczas we Francji i ukształtować miała, czy się nam to podoba czy nie, główne kierunki sztuki na przeciąg co najmniej pokolenia - w Krakowie ta świadomość właściwie nie istniała. jesion | | |